Co to znaczy podążać za dzieckiem?
Rodzice bardzo często zastanawiają się jak wychować dziecko na dobrego, szczęśliwego człowieka. W swojej pracy spotykam takich, którzy chcą poszerzać wachlarz umiejętności wychowawczych, którzy z różnych powodów chcą być bardziej kompetentni. Często przeszukują oni dostępną na rynku literaturę lub Internet w poszukiwaniu nowych skutecznych metod lub teorii wychowawczych. Niestety, wielu rodziców nie potrafi odnaleźć się wśród bogatej, ale bardzo często wykluczającej się oferty metod lub teorii i wtedy przychodzą po poradę, na konsultacje lub warsztaty. W takiej sytuacji próbuję uświadomić rodzicom, że nie ma czegoś takiego jak dobra, sprawdzona metoda. Zachęcam ich, aby sami odkryli swój styl wychowania. To oni są ekspertami od wychowania własnych dzieci - ja mogę dać im jedynie narzędzia do wypracowania tego stylu. Gdy rodzice pytają mnie, jak wybrać odpowiedni sposób, odpowiadam: metodą prób i błędów. Drodzy Rodzice róbcie to, co działa.
Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami związanymi z „podążaniem za dzieckiem”.
Jako psycholog często spotykam się z krytyką dotyczącą „podążania”. Jedni rodzice pytają mnie „czy jeśli będę robić to, co dziecko chce, to czy czasem go nie rozpieszczę”, „co wyrośnie z takiego dziecka, któremu tylko się nadskakuje”. Inni mówią, że „przecież to my jesteśmy dorośli i my powinniśmy decydować, bo to my wiemy czego dziecko potrzebuje.” Spotkałam się też z opinią, że podążanie w porównaniu do innych metod to jakiś banał, bo robienie tego, co dziecko chce, kiedy ono tego chce, nie wymaga od rodzica żadnego wysiłku.
Podążanie za dzieckiem budzi skrajne emocje i często kojarzone jest z pozwalaniem na wszystko. Takie rozumowanie jest błędne. W podążaniu to my jako dorośli powinniśmy stawiać wyzwania, tworzyć sytuacje sprzyjające uczeniu się. Błędem jest myślenie, że to dziecko decyduje o tym jakich wyborów w danej sytuacji ma dokonać rodzic. To dorosły powinien być przewodnikiem. Dorosły powinien mieć świadomość własnych granic i potrafić okazywać je poprzez mówienie dzieciom „nie”. Podążanie za dzieckiem to bycie uważnym na jego potrzeby, to wskazywanie kierunków, dawanie wyboru, to obserwowanie możliwości dziecka. Podążając za dzieckiem uwzględniamy jego predyspozycje i uczymy się bycia razem.
Od dawna wiemy, że poprzez zabawę dziecko uczy się otaczającego świata. Zabawa wyzwala aktywność dziecka, uczy kreatywności, podejmowania decyzji, radzenia sobie w różnych sytuacjach a przede wszystkim uczy budowania relacji. Żeby jednak tak było musimy jako dorośli spełnić pewne warunki – odrzucić wydawanie dzieciom poleceń, powstrzymać się od oceniania. Warto na ten jeden moment dopasować się do poziomu rozumienia świata przez dziecko, dopasować się do jego zainteresowań. Kluczem do takiej zabawy jest akceptacja dziecka, podążanie za jego ciekawością, motywacją i pomysłami.
Podążenie wymaga od rodziców ogromnego zaangażowania. Rodzic ma być aktywny, ma towarzyszyć dziecku przez całą zabawę, ma być spontaniczny a przede wszystkim uważny. To rodzic ma obserwować dziecko, wykorzystywać aktywność dziecka do pokazania mu tego co dzieje się wokół niego, nazywać to, co dziecko robi, co odczuwa. Podążenie za dzieckiem jest budowaniem relacji pełnej zaangażowania i szacunku a taka relacja jest najbardziej wartościowym kontaktem z dzieckiem. Dzieci potrzebują obecności osób dorosłych, towarzyszenia im z miłością i akceptacją.
Na jednej z konsultacji mama kilkuletniego chłopca powiedziała mi, że ma problem, bo jej synek nie chce się z nią bawić, odrzuca wszystkie propozycje, a sam proponuje jakieś głupie zabawy. Często, gdy proponujemy naszym dzieciom zabawę mamy wrażenie, że ono nie chce się z nami bawić, ignoruje nasze instrukcje i pomysły. Jesteśmy sfrustrowani, bo przecież staramy się, chcemy jak najlepiej a nic z tego nie wychodzi. Rodzice często koncentrują się na realizacji własnych pomysłów pomijając potrzeby dziecka. Najmłodsze dzieci bawią się po swojemu a te zabawy bywają nieatrakcyjne dla dorosłych. Co zrobić w takiej sytuacji gdy dziecko zamiast budowania z klocków chce zrzucać je z łóżka? Ja proponuję rodzicom uczestnictwo w tej zabawie razem z dzieckiem tak jak ono chce, bo to nie przeszkadza, aby podczas tej zabawy stworzyć dziecku sytuacje do uczenia się, np. zrzucając klocki można je jednocześnie liczyć, dzielić na kolory, wydawać dźwięki. Dziecko wie jak chce spędzać swój czas, wie na co jest gotowe i co stanowi dla niego największe zainteresowanie.
Obserwujcie swoje dzieci - te małe i większe. Znajdźcie w ciągu dnia choć jedną chwilę na taką obserwację - to najlepsza droga do poznania własnego dziecka!
Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami związanymi z „podążaniem za dzieckiem”.
Jako psycholog często spotykam się z krytyką dotyczącą „podążania”. Jedni rodzice pytają mnie „czy jeśli będę robić to, co dziecko chce, to czy czasem go nie rozpieszczę”, „co wyrośnie z takiego dziecka, któremu tylko się nadskakuje”. Inni mówią, że „przecież to my jesteśmy dorośli i my powinniśmy decydować, bo to my wiemy czego dziecko potrzebuje.” Spotkałam się też z opinią, że podążanie w porównaniu do innych metod to jakiś banał, bo robienie tego, co dziecko chce, kiedy ono tego chce, nie wymaga od rodzica żadnego wysiłku.
Podążanie za dzieckiem budzi skrajne emocje i często kojarzone jest z pozwalaniem na wszystko. Takie rozumowanie jest błędne. W podążaniu to my jako dorośli powinniśmy stawiać wyzwania, tworzyć sytuacje sprzyjające uczeniu się. Błędem jest myślenie, że to dziecko decyduje o tym jakich wyborów w danej sytuacji ma dokonać rodzic. To dorosły powinien być przewodnikiem. Dorosły powinien mieć świadomość własnych granic i potrafić okazywać je poprzez mówienie dzieciom „nie”. Podążanie za dzieckiem to bycie uważnym na jego potrzeby, to wskazywanie kierunków, dawanie wyboru, to obserwowanie możliwości dziecka. Podążając za dzieckiem uwzględniamy jego predyspozycje i uczymy się bycia razem.
Od dawna wiemy, że poprzez zabawę dziecko uczy się otaczającego świata. Zabawa wyzwala aktywność dziecka, uczy kreatywności, podejmowania decyzji, radzenia sobie w różnych sytuacjach a przede wszystkim uczy budowania relacji. Żeby jednak tak było musimy jako dorośli spełnić pewne warunki – odrzucić wydawanie dzieciom poleceń, powstrzymać się od oceniania. Warto na ten jeden moment dopasować się do poziomu rozumienia świata przez dziecko, dopasować się do jego zainteresowań. Kluczem do takiej zabawy jest akceptacja dziecka, podążanie za jego ciekawością, motywacją i pomysłami.
Podążenie wymaga od rodziców ogromnego zaangażowania. Rodzic ma być aktywny, ma towarzyszyć dziecku przez całą zabawę, ma być spontaniczny a przede wszystkim uważny. To rodzic ma obserwować dziecko, wykorzystywać aktywność dziecka do pokazania mu tego co dzieje się wokół niego, nazywać to, co dziecko robi, co odczuwa. Podążenie za dzieckiem jest budowaniem relacji pełnej zaangażowania i szacunku a taka relacja jest najbardziej wartościowym kontaktem z dzieckiem. Dzieci potrzebują obecności osób dorosłych, towarzyszenia im z miłością i akceptacją.
Na jednej z konsultacji mama kilkuletniego chłopca powiedziała mi, że ma problem, bo jej synek nie chce się z nią bawić, odrzuca wszystkie propozycje, a sam proponuje jakieś głupie zabawy. Często, gdy proponujemy naszym dzieciom zabawę mamy wrażenie, że ono nie chce się z nami bawić, ignoruje nasze instrukcje i pomysły. Jesteśmy sfrustrowani, bo przecież staramy się, chcemy jak najlepiej a nic z tego nie wychodzi. Rodzice często koncentrują się na realizacji własnych pomysłów pomijając potrzeby dziecka. Najmłodsze dzieci bawią się po swojemu a te zabawy bywają nieatrakcyjne dla dorosłych. Co zrobić w takiej sytuacji gdy dziecko zamiast budowania z klocków chce zrzucać je z łóżka? Ja proponuję rodzicom uczestnictwo w tej zabawie razem z dzieckiem tak jak ono chce, bo to nie przeszkadza, aby podczas tej zabawy stworzyć dziecku sytuacje do uczenia się, np. zrzucając klocki można je jednocześnie liczyć, dzielić na kolory, wydawać dźwięki. Dziecko wie jak chce spędzać swój czas, wie na co jest gotowe i co stanowi dla niego największe zainteresowanie.
Obserwujcie swoje dzieci - te małe i większe. Znajdźcie w ciągu dnia choć jedną chwilę na taką obserwację - to najlepsza droga do poznania własnego dziecka!
